Take me to church- Ravenna

June 28, 2016

 

 

Nie jestem wcale taki pewien, czy żeby darzyć sympatią i uczuciem miejsce, trzeba je znać na wylot. Jeżeli komuś na słowo Sevilla podskakuje tętno i oddech przyspiesza, to czy musi on być omnibusem i wygywać teleturnieje wiedzowe na jej temat? Czy musi znać na pamięć siatkę ulic, miejsca specjalne pod względem turystycznym? Inaczej, czy umiłowaliśmy sobie całe miasto, jeżeli na przykład mówimy o mieście, czy tylko poszczególne miejsca?, a może w ogóle nie są ważne miejsca, tylko ludzie, chwile, wspomnienia, okoliczności...?

Z drugiej strony miejscami, z którymi kojarzy mi się najwięcej przeróżnych sytuacji, zdarzeń, zjawisk i widoków są te, w których obracam się codziennie. A przecież na myśl o Opolu, czy mojej podopolskiej wsi niekoniecznie robi mi się miękko wokół serca, a przełykanie śliny nie jest łaskoczącym, przyjemnym i ekstatycznym utrapieniem. Bo chodzi zapewne o te specjalne chwile, które każdy ma zachowane w dokładnie opisanej przegródce w sercu, ewentualnie niedbale rzucone w worku niedaleko tegoż serca. Mówimy o tych drobinach czasu spędzonych gdzie indziej, często tam, gdzie samemu chciałoby się żyć.

Lodowa rzeźba na środku strumienia Avisio w Moenie, czy podmywana skarpa dźwigająca na sobie Bonifacio, sylwetka Eriki w Stava, można by tak mnożyć.

I bynajmniej nie chodzi o godziny spędzone w galerii na dyskusji o Caravaggio, czy El Greco, o jakiś koncert, spotkanie z kimś specjalnym. Chodzi o zwykłe z pozoru czynności, codzienne rytuały w doborowym towarzystwie najbliższych, czyli kogoś prawdziwie specjalnego.

 

Dzisiaj o Rawennie...

 

Położona w regionie Emilia-Romagna, stolica prowincji o tej samej nazwie, około 150 tysięcy mieszkańców, rafineria, mozaiki, kauczuk, tłocznie oleju... nudziarstwo z Wiki.

 

Cafe Dante na via Angelo Mariani 15, gdzie codzienne życie toczy się się normalnym rytmem, targ słodyczy na Piazza del Popolo, to co innego. Spaghetti z pomidorkami podane na małym stoliku na dworze, spoglądanie na świat przez napełniony w jednej trzeciej kieliszek do wina i obserwacja turystów, tubylców, biegających dzieci i psów, których pozycja społeczna jest osobną kwestią. To są chwile, które powodują katastroficzny rozszczep uczuć: od euforii, że jestem tu i w tej chwili, i ta chwila jest magiczna, do rozpaczy, że za czas jakiś trzeba będzie stąd odjechać do domu i chwila się skończy.

 

Chociaż blisko Rawennie geograficznie do Wenecji, to jednak z oczywistych względów położenia różni się od niej. Nie mówiąc już o kanałach i mostach, ma nieco mniej placyków, które pozostają kwintesencją renesansowej urbanistyki. Ma natomiast całą resztę, a zwłaszcza wąskie uliczki typowe dla centro storico, w których ma się wrażenie zastygłego czasu i gdyby nie nowoczesne oświetlenie i kolorowe gadżety na ścianach, spodziewać by się można transferu wiele lat wstecz.

Więcej wspólnego z pewnością ma Rawenna z toskańską Florencją. Podobny klimat, ale nieco złamany i przewietrzony Bizancjum i bardziej przestrzenny.

 

W końcówce drugiego millenium p.n.e. na tereny obecnych północnych i środkowych Włoch zawitali osadnicy związani z kulturą Villanowa tworząc epokę żelaza na tych obszarach. Nazywani byli Umbrami. Pięćset lat później rządy sprawowali już Etruskowie, a po nich jeszcze Galowie. Natomiast w II wieku p.n.e. Rawenna była już ważnym portem Cesarstwa Rzymskiego i jej rola rosła osiągając swoje apogeum w V wieku naszej ery. Jednakże wówczas w 476 roku obalony zostaje ostatni cesarz zachodniorzymski. Władzę sprawuje spiskowiec Odoaker. Oddaje się do dyspozycji cesarstwa wschodniorzymskiego, niemniej jednak łaska pańska odwróciła się od niego i dochodzi do konfrontacji z Teodorykiem, władcą Ostrogotów. Ostatecznie Odoaker przegrywa bitwę nad Isonzą. Pomimo długiej obrony w Rawennie władza zostaje podzielona między nim, a Teodorykiem. Przy czym podczas uczty Odoaker, jego żona, brat i syn zostają zabici. Teodoryk zostaje samodzielnym władcą. Niedługo trwa władza Gotów. W 540 roku do Rawenny wkracza Belizariusz i od tej pory miasto leży w rękach bizantyjskich. Bardzo nietrwałą naturę własności tego miejsca udowadniają dalsze losy miasta. Po około 210 latach Longobardowie sięgają po władzę, a po trzech latach Frankowie w osobie Pepina III, a ten oddaje ją Państwu Kościelnemu. Ufff!

 

Z tego pokręconego rodowodu wynika dość zróżnicowana architektura i sztuka miasta, choć głównie wczesnochrześcijańska i bizantyjska, a i tak wspólnym mianownikiem są mozaiki.

 

Wiele zabytków architektury wpisane zostało na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1996 roku. A jest ich dokładnie osiem. Wśród nich są dwie bazyliki świętego Apolinariusza. Święty Apolinariusz z Antiochii przybył do Rawenny na przełomie I i II wieku n.e. i założył gminę chrześcijańską, w której był pierwszym biskupem.

 

W tym mieście sztuki odbywa się corocznie w listopadzie międzynarodowy maraton. Trasa jest wytyczona w ten sposób, by zawrzeć w sobie prawie wszystkie te miejsca. W 2015 roku trasa wiodła obok Bazyliki Sant‘ Apollinare Nuovo. W roku 2016 zmieniono trasę i biegnący będą mogli zobaczyć także Bazylikę Sant‘ Apollinare in Classe.

 

Dlaczego są dwie bazyliki Św. Apolinariusza?

 

 

 

 

 

 

Młodsza jest bazylika Nuovo. Wzniesiona została przez Teodoryka w 504 roku. Początkowo był to kościół dworski pod wezwaniem Chrystysa Zbawiciela, przeznaczony dla arian. W 561 roku, po krótkotrwałym bizantyjskim epizodzie kościół był rekonsekrowany pod wezwaniem św. Marcina z Tours. Dopiero w IX wieku nazwano ją bazyliką Sant‘ Apollinare Nuovo, po tym jak przeniesiono tam relikwie tego męczennika.  Relikwie te początkowo przechowywane były w kościele w Classe. Fakt przeniesienia miał związek z faktem, że port w Classe stał się miejscem niebezpiecznym. Grasujący piraci adriatyccy stanowili realne zagrożenie i przeprowadzka miała uchronić przed nimi relikwie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Natomiast bazylika in Classe była konsekrowana w 549 roku. Została zbudowana w miejscu pochówku naszego świętego. Najciekawszym miejscem jest sklepienie absydy pokryte mozaiką, na której na tle gwieździstego nieba widoczny jest krzyż z głową Chrystusa na przecięciu ramion. Ta scena Przemienienia na górze Tabor posiada charakterystyczny, kolorystyczny motyw, który jest szczególnie ważny dla tegorocznego maratonu.

 

Otóż ten niebiesko-złoty motyw jest w tym roku odwzorowany na medalu, który otrzymają maratończycy, półmaratończycy i finiszerzy na 10 km (chyba pierwsza setka).

 

 

 

Warto pobiec z pewnością, aby powiesić w kolekcji ten piękny medal.

 

Please reload

Featured Posts

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Recent Posts

April 10, 2016

September 15, 2015

Please reload

Archive
Please reload

Search By Tags
Please reload

Follow Us
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square
  • Twitter Clean
  • w-facebook

​© 2015 by Dottori Corrono Opole, created with Wix.com